Źródła pisane

Jan Długosz (1415-1480) był najwybitniejszym dziejopisem naszego średniowiecza, autorem monumentalnych, łacińskich Roczników czyli Kronik sławnego Królestwa Polskiego, obejmujących dzieje Polski od czasów bajecznych do roku 1480. W swej pracy oparł się Długosz na dokonaniach poprzedników, starannie przestudiowanych dokumentach i przekazach ustnych. Roczniki mają układ kronikarski; przedstawiają kolejne wydarzenia według dat rocznych, wiążąc je wzajemnie w łańcuch przyczynowo-skutkowy. Talent literacki autora przejawia się głównie w barwnych opisach postaci i zdarzeń.

„Roczniki czyli Kronik sławnego Królestwa Polskiego”

Wielki mistrz przesyła królowi dwa miecze.

„Podkanclerzy Królestwa Polskiego Mikołaj, przyjąwszy zlecenie królewskie, udał się wcześniej do taborów, król zaś zamierzał włożyć hełm i ruszyć do boju. Nagle zostaje zapowiedzianych dwu heroldów prowadzonych pod osłoną rycerzy polskich celem uniknięcia zaczepek. Jeden z nich, króla rzymskiego, miał w herbie czarnego orła na złotym polu, a drugi, księcia szczecińskiego, czerwonego gryfa na białym polu. Wyszli oni z wojska wrogów niosąc w rękach obnażone miecze, bez pochew, domagając się przyprowadzenia ich przed oblicze króla. Wysłał ich do króla Władysława mistrz pruski Ulryk dodając nadto dumne zlecenie, by podniecić króla do podjęcia niezwłocznie bitwy i stanięcia w szeregach do walki. Król polski Władysław zobaczywszy ich, przekonany, jak też i było, że przychodzą z jakimś nowym, niezwykłym poselstwem, nakazawszy przywołać z powrotem podkanclerza Mikołaja, w obecności jego oraz pewnych panów, którym zlecono straż nad bezpieczeństwem króla, mianowicie: młodszego księcia mazowieckiego Siemowita, rodzonego siostrzeńca królewskiego, Jana Mężyka z Dąbrowy, Czecha Solawy, sekretarza Zbigniewa Oleśnickiego, Dobiesława Kobyły, Wołczka Rokuty, kuchmistrza Boguchwała i Zbigniewa Czajki z Nowego Dworu, który niósł włócznię królewską, Mikołaja Morawca niosącego mały proporzec i Daniłka z Rusi trzymającego strzały króla – bo wielkiego księcia litewskiego Aleksandra nie pozwoliły wezwać pospieszne przygotowania do walki i [jego] zajęcie się ustawieniem swych szyków – wysłuchuje poselstwa heroldów. Ci oddawszy jako tako honory królowi przedstawiają treść swego poselstwa po niemiecku (Jan Mężyk służył za tłumacza) w następujących słowach: „Najjaśniejszy królu! Wielki mistrz pruski Ulryk posyła tobie i twojemu bratu (pominęli imię Aleksandra i tytuł księcia) przez nas tu obecnych posłów dwa miecze, ku pomocy, byś z nim i z jego wojskami mniej się ociągał i odważniej, niż to okazujesz, walczył, a także żebyś się dalej nie chował i pozostając dalej w lasach i gajach, nie odwlekał dalej walki. Jeżeli zaś uważasz, że masz zbyt ciasną przestrzeń do rozwinięcia szeregów, mistrz pruski Ulryk, by cię przynęcić do walki, ustąpi ci, jak daleko chcesz, z równiny, którą zajął swoim wojskiem, albo wreszcie wybierz jakiekolwiek pole bitwy, byś tylko dalej nie odwlekał walki”. Tyle heroldowie. Zauważono zaś, że w momencie przemawiania poselstwa wojsko krzyżackie potwierdzając swoje oświadczenie przekazane przez heroldów, wycofało się na znacznie rozleglejsze pole, by dać czynem dowód wierności tajnym zleceniom danym swym heroldom. Głupie to, zaiste, było oświadczenie i nie przystało ich regule. [Postąpili tak], jak gdyby byli przekonani, że los i to, co każdemu w tym dniu przeznaczone zostało, jest zależne od ich planów i jest w ich mocy. A król Władysław, wysłuchawszy pełnych pychy i zuchwalstwa słów posłów krzyżackich, przyjął miecze z ich rąk i bez gniewu i jakichkolwiek niechęci, lecz zalany łzami odpowiada heroldom bez namysłu, z dziwną tylko, jakby z nieba daną pokorą, cierpliwością i skromnością. „Chociaż – rzecze – nie potrzebuje mieczów mych wrogów, bo mam w mym wojsku wystarczającą ich ilość, w imię Boga jednak dla uzyskania większej pomocy, opieki i obrony w mej słusznej sprawie przyjmuję tę dwa miecze przyniesione przez was, a przysłane przez wrogów pragnących krwi i zguby mojej oraz mego wojska. Do Niego się zwrócę jako najsprawiedliwszego mściciela pychy, która jest nie do zniesienia, do Jego Rodzicielki Panny Marii oraz patronów moich i mojego Królestwa: Stanisława, Wojciecha, Wacława, Floriana i Jadwigi i będę ich prosił, by obrócili swój gniew na wrogów równie pysznych co niegodziwych, których nie można ułagodzić i doprowadzić do pokoju żadnym godziwym sposobem, żadną skromnością, żadnymi moimi prośbami, jeżeli nie rozleją krwi, nie poszarpią wnętrzności i nie złamią karku. Pokładając mą ufność w najpewniejszej obronie Boga i Jego Świętych oraz w ich niezawodnej pomocy, jestem pewien, że oni swą mocą i swym wstawiennictwem osłonią mnie i mój lud i nie pozwolą, bym ja i mój lud uległ, przemocy tak straszliwych wrogów, u których raz po raz zabiegałem o pokój. Nie ociągałbym się go zawrzeć i w tej chwili, byleby tylko mogło do niego dojść na sprawiedliwych warunkach. Cofnąłbym wyciągniętą do walki rękę nawet teraz, chociaż widzę, że niebo tymi mieczami, któreście przynieśli, najwyraźniej wróży mi zwycięstwo w walce. Nie pretenduje zaś wcale do wyboru pola bitwy, ale jak przystało chrześcijanowi i chrześcijańskiemu królowi, zostawiam to Bogu, pragnąc mieć takie miejsce do walki i taki wynik wojny, jak w dniu dzisiejszym wyznaczy mi Boże miłosierdzie i los, ufając, że niebo położy kres zawziętości krzyżackiej tak, że dzięki temu zostaje pokonana – w tej chwili i na przyszłość – ich tak niegodziwa i nie do zniesienia pycha. Niebo bowiem, jestem tego pewien, poprze słuszniejszą sprawę. Na polu bowiem, które depczemy, na którym trzeba stoczyć walkę, wspólny i sprawiedliwy sędzia wojny Mars zetrze i upokorzy zuchwalstwo moich wrogów, co wynosi się aż pod niebo. Spodziewam się, że w obecnym starciu Bóg przyjdzie z pomocą mnie i mojemu wojsku”. Dwa wspomniane miecze wysłane z pychy przez krzyżaków królowi polskiemu są do dnia dzisiejszego przechowywane w skarbcu królewskim w Krakowie, by ciągle na nowo przypominać i świadczyć o pysze i klęsce jednej strony, a pokorze i triumfie drugiej”.

Po tych słowach oddał heroldów pod straż rycerzowi Dziwiszowi Marzackiemu herbu Jelita. Nakazawszy podkanclerzemu wrócić do obozu włożył hełm na głowę i w imię Pańskie ruszywszy na czele wojska do walki, nakazał, by zagrano pobudkę i by rycerze wszczęli bój. W gorącej modlitwie błagał niebian, by zwrócili swój gniew na krzyżaków, nie tylko gwałcicieli układów, ale wściekłych zarozumialców, mających w nienawiści każdy uczciwy sposób postępowania, i by pokrzepili i natchnęli jego rycerzy odwagą. Najłagodniejszy król nawet teraz, wśród szczęku oręża i dźwięku surm, zabiegał, zaiste, o sprawiedliwy wyrok, gotów odłożyć oręż, byleby można było zawrzeć pokój na sprawiedliwych warunkach. Ale po wysłuchaniu obelżywych i bezczelnych słów poselstwa krzyżackiego, widząc, że próżne są jego wysiłki, skoro Krzyżacy obnoszą się z taką pychą, zmienił plan i porzucił wszelką nadzieję zawarcia pokoju, nadzieję, którą żywił do tej godziny. Był to, zaiste, najlepszy król, który pokonywał swych wrogów nie tyle mieczem, ile łagodnością i sprawiedliwością, walcząc raczej ofiarami i modlitwą niż strzałami.
W czasie przygotowań, po dojrzałej naradzie postanowiono, że król polski Władysław nie stanie w żadnym określonym szeregu jakiejś chorągwi, ponieważ z największą troską i gorliwością strzeżono wówczas jego głowy i życia. Postanowiono jako rzecz najbardziej oczywistą, by król zatrzymał się w odległym i bezpiecznym miejscu, nie widocznym nie tylko dla wrogów, ale nawet dla swoich, otoczony znacznym oddziałem doborowej straży i rycerzy. Rozstawiono również w różnych miejscach lotne konie, aby zmieniając je, uniknął dzięki nim niebezpieczeństwa w razie przewagi nieprzyjaciela. Jego samego bowiem uznano za wartego 10 tysięcy rycerzy. Miał zaś w oddziałach swojej straży, jak to wyżej przedstawiliśmy, mały proporzec, na którym znajdował się herb biały orzeł, a który nosił Mikołaj Morawiec z Kunaszówki, herbu Powała. Wspomniany zaś oddział straży liczył 60 kopii rycerskich. Znaczniejszymi strażnikami królewskiej osoby byli następujący rycerze: rodzony siostrzeniec króla, książę mazowiecki Siemowit Młodszy, syn Siemowita Starszego, stryjeczni bracia króla, książę litewski Fieduszko, czyli Teodozjusz (21), mający nie do pogardzenia oddział spośród krewnych. Również podkanclerzy Królestwa Polskiego, późniejszy arcybiskup gnieźnieński Mikołaj z domu Trąba, Zbigniew z Oleśnicy herbu Dębno, późniejszy biskup krakowski i kardynał, Jan Mężyk z Dąbrowy herbu Wadwic, późniejszy wojewoda lwowski, pan czeski Jan Solawa z rodu Towaczów, Bieniasz Wierusz z Białej, senior pokojowców królewskich z domu Wieruszów, późniejszy podskarbi Królestwa Polskiego Henryk z Rogowa herbu Działosza, Zbigniew Czajka z Nowego Dworu herbu Dębno, który niósł włócznię królewską, Piotr Medolański z domu, który ma w herbie dwa lemiesze połączone ze sobą szczytami na niebieskim polu, […] Czech Jan Sokół i wielu innych. Wielki książę litewski Aleksander Witold, zostawiając strzeżenie swej głowy i ciała wyłącznie Bogu, z niewielką drużyną i bez żadnej straży, osobistej biegał na wszystkie strony pomiędzy całym wojskiem tak polskim, jak i litewskim, zmieniając raz po raz konie, przywracając porządek w rozbitych szeregach, wznawiając w wielu miejscach w wojsku litewskim walkę i głośnym rozdzierającym wołaniem powstrzymując na próżno ucieczkę swych wojsk. … „
Cronica conflictus Wladislai Regis Poloniae cum Cruciferis anne Christi 1410 – „Kronika konfliktu Władysława, króla polskiego, z Krzyżakami w roku pańskim 1410”

(źródło – Wikipedia) Kronika została napisana po łacinie w końcu 1410 lub w początku 1411 roku. Kwestia jej autorstwa pozostaje dyskusyjna. Ze względu na szereg faktów przytoczonych w tekście oraz dużej orientacji autora w poruszanej tematyce dzieło to przypisuje się jednak podkanclerzemu Królestwa Polskiego Mikołajowi Trąbie, późniejszemu arcybiskupowi gnieźnieńskiemu lub sekretarzowi królewskiemu Zbigniewowi Oleśnickiemu, późniejszemu kardynałowi i biskupowi krakowskiemu, którzy byli naocznymi świadkami opisywanych wydarzeń.

Oryginał Kroniki konfliktu zaginął. Do czasów obecnych zachowała się jedynie skrócona XVI-wieczna kopia sporządzona jako materiał do kazania wygłaszanego na nabożeństwie odprawianym w rocznicę bitwy grunwaldzkiej, którą odnalazł w Bibliotece Kórnickiej August Bielowski. Po raz pierwszy tekst Kroniki wydany został po łacinie w 1866 roku w publikacji Sriptores rerum Prussicarum Ernsta Strehlke. Kolejne edycje wydał również swoim dziele Monumenta Poloniae Historica Bielowski[2]. Pierwszego polskiego przekładu dokonała Jolanta Danek w roku 1983; w druku przekład ten ukazał się rok później.
I gdy już więcej pasować nie wydołał, przybyli do króla dwaj heroldowie, jeden [z nich] króla węgierskiego,niosący królowi [polskiemu] nagi miecz z ramienia mistrza, drugi, księcia szczecińskiego,dzierżący w dłoni podobny miecz, dany przez marszałka księciu Witoldowi. [Jeden z nich] powiedział: «Królu! Mistrz przesyła ci ten oto miecz, a ten drugi przekazać mamy w imieniu marszałka bratu twemu Witoldowi, jeśli spotkać go będziemy mogli». Król natychmiast posłał po Witolda zaufanych gońców i polecił powstrzymać go od rozpoczęcia bitwy, do której już z ludem swym wystąpił. Pozostawiwszy zatem swych rycerzy, Witold szybko przybył do króla, a po jego przybyciu, rzeczeni heroldowie oddali mu miecz w imieniu marszałka, mówiąc do króla i Witolda: «Królu i Witoldzie! Mistrz i marszałek przesyłają wam te miecze jako wsparcie i wyzywają was do bitwy, zapytują was [przytem] o miejsce spotkania, przedkładając,abyście sami je wybrawszy, sami [ich] o dokonanym przez was wyborze zawiadomili. I nie chciejcie kryć się w gęstwinie tego lasu, ani też niezwlekajcie z wystąpieniem do boju, ponieważ w żadnym razie nie uda wam się uniknąć bitwy.» Król zasię i Witold przyjęli rzeczone miecze z wielką łagodnością ducha i tak odpowiedzieli mistrzowi i marszałkowi przez [owych] posłów: «Przyjmujemy pomoc bożą jako najważniejszą, a wraz z nią te miecze jako naszą podporą i chcemy z mistrzem stoczyć bój. Nie kryjemy się też po lasach, ponieważ przybyliśmy tu w zamiarze zmierzenia się w wami, albowiem nie możemy od was otrzymać sprawiedliwości.A miejsce bitwy zdajemy na wolę i łaskę bożą.”
– MICHAŁ MYŚLIŃSKI – „KLEJNOTY RZECZYPOSPOLITEJ ZAWARTOŚĆ SKARBCA KORONNEGO NA WAWELU W ŚWIETLE JEGO INWENTARZY Z LAT 1475 – 1792” INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK :

Inwentarz Skarbca Koronnego; rok 1510
„Item gladii tres. Unus eorum dictus Szczyrbyecz”.
Luźne tłumaczenie: Tamże mieczy trzy. Pomiędzy nimi nazywany Szczyrbyecz.

Inwentarz Skarbca Koronnego; 8 sierpnia 1607.
„Rog iednorozcowy cały z obu końcow oprawny w srebrze skorą powlecony.
Miecze dwa Pruskie i ieden Sczerbiec
Miecze trzi s pochwami cało srebrnemi złocistemi od Papiezow Krolom na woyny posłane y czapki trzi przi tichze mieczach posiłane, albo przilbicze
Axamitne s perłami poszyte z gronostayami.
Miecz s pochwami złocistemi srebrnemi długi ktorego do pasowania Ricerzow uzywaia”.

Inwentarz Skarbca Koronnego; rok 1609 – 14 marca 1611.
„Item Gladii duo Prutenici Tertius Sczerbic
Item gladii Quatuor magni cum Vaginis Argenteis deauratis a Summis Pontifi cibus pro bellis suscipiendis missi et tres mitrae ex veluto cum Margaritis
Item Gladius minor cum Vaginis argenteis insignivi solent aurei Equites”.
Tłumaczenie: Tamże dwa miecze pruskie trzeci Sczerbic.
Celowo zestawiłem skromny opis Sczerbca (jako rodzimy miecz musiał być znany wszystkim) z innymi.
Pozostała broń posiadająca wyszukane oprawy została opisana staranniej. Miecze pruskie bardzo lakonicznie. Jest to jakiś znak, iż może broń była skromna?

Inwentarz Skarbca Koronnego; 2 września 1632.
„Gladij duo Pruthenici, tertius Szczerbiec”.
Inwentarz Skarbca Koronnego; rok 1659.
„Gladij duo Pruthenici, tertius Szczerbiec”.

Inwentarz Skarbca Koronnego; 26 stycznia 1669.
Brak adnotacji o mieczach pruskich, jest tylko o Szczerbcu.

Inwentarz klejnotow Skarbca Koronnego, rok 1673.
Brak informacji jednoznacznie wskazujących na miecze pruskie.
Inwentarz Skarbca Koronnego; rok 1686.
20. Mieczyk Krola Bolesława Smiałego alias Sczerbiz.
(…)
1. Szabel Staroswieckich mosięznych pozłocistych Dwadziescia y osm
2. Pochew takowychze bez zelaz dwie.
3. Szabel prostych Staroswieckich wzelazo oprawnych trzy
4. Konczerz Hyszpanski złocisty bez pochew Ieden
5. Koncerzow w prostey dwa
6. Szyszakow Złocistych dwa N.3284
7. Szyszak prosty zelazny biały ieden
[s. 256]
8. Przyłbice złociste trzy
9. Buzdyganow pierzystych zelaznych dwa.
10. Buzdygan zelazny na koncu w Srebro oprawny pozłocisto.
11. Czołdarow dwa na ktorych blachy mosięzne złociste ieden czerwony drugi blekitny.
12. Multany alias Miecze od Oycow SS. Rzymskich, ieden a Paulo Tertio,
drugi a Gregorio XIII. Same tylko gołe bez krzyzow y bez pochew.
(…)

Adnotacje moje:
„Szabel prostych staroświeckich” jak wiemy szczególnej roli do prawidłowego nazewnictwa wówczas nie przykładano, być wśród nich mogły miecze pruskie – „broń staroświecka”, a więc już nie używana.
Jednak słuszniejszy wydaje się zapis o dwóch koncerzach: „Koncerzow w prostey dwa”. Jednak oba zapisy mówią o broni prostej raczej bez ozdób. Koncerze mogą sugerować broń dłuższą niż miecz jednoręczny (miecze długie?). Koncerzem nazywano nawet w XIX wieku np. miecz krzyżacki z muzeum Czartoryskich w Krakowie. Miecz ten jak wiadomo jest ponadprzeciętnych rozmiarów.

Inwentarz Skarbca Koronnego; 22 czerwca 1690.
„Mieczyk Krola Bolesława Smiałego alias Sczerbicz.
(…)
W tymze Srzednim Sklepie widzielismy rzeczy te.
1o. Szabel Staroswieckich mosięznych pozłocistych dwadziescia Osm.
2o. Pochew takowychze bez zelaz dwie
3o. Szabel prostych Staroswieckich w zelazo oprawnych trzy.
4o. Konczerz Hiszpanski złocisty bez pochew ieden.
5o. Koncerzow w prostey dwa.
6o. Szyszakow Złocistych dwa, z ktorych ieden w zelazną skrzynkę włozony ut Supra expressum
7o. Szyszak prosty zelazny ieden.
8o. Przyłbice złociste trzy.
9o. Buzdyganow pierzystych zelaznych dwa.
10o. Buzdygan zelazny na koncu w srebro oprawny pozłocisty
(…)
Multany dwa alias Miecze od Oycow SS. Rzymskich, ieden a Paulo III. drugi a Gregorio XIII. Same tylko gołe bez Krzyzow y bez pochew. (…)”

Inwentarz Skarbca Koronnego; 2 maja 1730.

„Mieczow Cztery.
1moMiecz od Oyca S: Grzegorza 13go Goły bez Pochwow, y bez osady
Rękowiesci od krzyza ad instar złotem nabijaney zadrzewiały
2do Miecz takze od Oyca S: Pawła Czwartego.
3tio Miecz w Pachwach zadrzewiały
4to Miecz bez Pachew zadrzewiały.
Konczerzow w prostey Oprawie Zadrzewiałych

znayduie się Dwa karabela w prostey Oprawie Głownia Ture:
cka, paski na Niey tylko Same Cyfki Miedziane wyzłacane”

Bardzo istotna informacja o „prostej oprawie” jak i pogarszającym się stanie broni.

Inwentarz Skarbca Koronnego; 11 lutego 1737.
[s. 126]
„Miecze.
Pierwszy w Pochwach srebrno złocistych na kształt
Koncerza Sigismundi 1mi Rękowieść teraz sporządzona z kapturkiem y krzyzem srebrnemi, włozony w Skrzynię Zelazną wielką w Srednim Sklepie.
Drugi Szczerbicz nazwany w pochwie teraz nowo zrobioney, wychędozony, bo dawną pochwę rdza ziadła(…)”
Brak adnotacji o mieczach pruskich

Inwentarz Skarbca Koronnego; 28 lipca 1739.
„Miecze.
Pierwszy w Pochwach srebrno złocistych nakształt Koncerza Sigismundi 1mi. Rękowiść teraz sporządzona z kapturkiem y krzyzykiem Srebrnemi, włożony w Skrzynię żelazną wielką w Srzednim Sklepie.
Drugi Szczerbiecz nazwany w Pochwie teraz nowo zrobioney wychędożony, bo dawną pochwę drdza ziadła.”
Brak adnotacji o mieczach pruskich. Nie wiadomo czy już wróciły po kradzieży przez obóz Leszczyńskiego.

Inwentaryzacja 1792 rok :
Brak informacji.
Uwagi od autorów tej syntezy:
„Innego rodzaju pamiątkami były też trzy miecze wraz z mitrami, przekazywane władcom polskim jako dar papieży; skrótowo opisuje je inwentarz z roku 1532/1555, jednak bez jakichkolwiek bliższych informacji:
tres glady argenteis vaginis deauratis a Pontifi cibus missi, cum cingulis sive zonis auro ribextis, et fi bulis argenteis inauratis (…) tres mitrae Pontifi cales cum margaritis, ex serico aliquantum subcinericio, factae, quae a Pontifi cibus erant una cum gladys missae.

Inwentarz z roku 1607 opisuje je jako Miecze trzi s pochwami cało srebrnemi złocistemi od Papiezow Krolom na woyny posłane y czapki trzi przi tichze mieczach posiłane, albo przilbicze Axamitne s perłami poszyte z gronostayami. Ofi arodawców dwóch mieczy pozwala zidentyfi kować jednak dopiero inwentarz z roku 1686: Multany alias Miecze od Oycow SS. Rzymskich, ieden a Paulo Tertio, drugi a Gregorio XIII. Same tylko gołe bez krzyzow y bez pochew. Te tak nieliczne wzmianki w spisach pozwalają stwierdzić, że Skarbiec nie był świadomie tworzonym zbiorem pamiątek po królach i książętach, lub wydarzeniach ważnych dla dziejów Królestwa – nawet dwa miecze ofiarowane Jagielle przed bitwą pod Grunwaldem w żadnym z inwentarzy nie zostały określone jako pamiątka bitewna.”