Współczesne repliki – typowe błędy, cz. IV

opracowanie: Maciej Kopciuch

Jest to już ostatnia część cieszącego się Waszym uznaniem i zainteresowaniem cyklu artykułów, w której zebrałem wnioski i przemyślenia odnośnie tego tematu.
Po wielu konsultacjach, rozmowach oraz doświadczeniach prowadzonych od lat, problem sprowadza się jednoznacznie do błędów mieczy produkowanych w celach rekonstrukcji historycznej – na tym trzeba się skupić – również dlatego iż kategoria tychże mieczy powinna w bezpośredni sposób być odwzorowaniem mieczy historycznie poprawnych, z uwzględnieniem ich dzisiejszego przeznaczenia.

JAKOŚĆ VS BUDŻET
We współczesnych produkcjach mieczy – przede wszystkim tych, mających służyć do celów rekonstrukcji historycznej – widać wyraźnie dwie grupy różniące się cenami oraz technologią wykonania:

miecze produkowane seryjnie, masowo – na zasadzie „modeli” mających bardzo ogólne cechy i przedział czasowy dla rekonstrukcji. przykładowo będzie to: Miecz na XIIIw, jednoręczny. …i żadne inne cechy nie są już istotne. Miecze takie są wybierane najczęściej ze względu na niewielki budżet użytkownika, czasem także z uwagi na jego brak elementarnej wiedzy w temacie uzbrojenia.
Przedział cenowy dla nabywcy waha się między ok. 400 a 700zł.

miecze wykonywane na indywidualne zamówienia – to egzemplarze wykonywane specjalnie dla użytkownika, z uwzględnieniem jego preferencji względem typu, wymiarów oraz dodatkowych opcji. Miecze z tej grupy są droższe – w tej chwili jest to przedział od ok. 1000zł wzwyż.

mt3

Z technologicznego punktu widzenia – wykonanie mieczy może być maszynowe lub ręczne – metodami obróbki kowalskiej lub ślusarskiej – najczęściej dziś stosuje się połączenie obu. Każdy z tych sposobów pozwala na wykonanie miecza wg historycznych wzorów – odpowiadającego oryginalnym mieczom. Przeważnie jednak otrzymujemy oręż będący wypadkową możliwości technicznych producenta i jego „twórczej inwencji” w wymyślaniu nieistniejących wzorów i typów…
Powodów tego jest wiele – od ignorancji poczynając, poprzez podejście do tematu, priorytet handlowy, produkcję na masową skalę – a na podejściu kupujących kończąc – wg mnie czynniku najważniejszym, który mógłby stać się istotnym bodźcem dla podniesienia jakości mieczy.
Problem z budżetem wiąże się również z tym, o czym piszę poniżej – mianowicie traktowanie miecza jako swego rodzaju mało ważnego elementu wyposażenia, na który nie warto przeznaczyć większych sum – lepiej zainwestować np w strój, zbroję, etc. Takie podejście od lat powoduje iż producenci mieczy zmuszeni są do produkcji mieczy tanich, oferowanie ich w niskich cenach a w konsekwencji brak potrzeby pogłębienia wiedzy w temacie. W ten oto sposób koło się zamyka i oferty popularnych producentów są od lat takie same – nikomu nie potrzeba nic więcej ponad to co jest dostępne.

W przypadku zamówień indywidualnych – zachodzi inny problem – obawy przed nierzetelnością wytwórców / rzemieślników przekładają się na nieufność. Brak dotrzymywania terminów, słaba niejednokrotnie jakość wykonania, wyższe ceny a także często brak kontaktu z wykonawcą – skutkują małym zapotrzebowaniem na indywidualne zamówienia…

Czym jednak charakteryzować winien się miecz do rekonstrukcjach historycznych? Czy powinien jak najwierniej odwzorowywać miecze z epoki? Czy też powinien być lekki i zwinny po to by wygrywać konkurencje? Sprawa jest o tyle skomplikowana, iż zależy w dużej mierze od podejścia zamawiających…

POTRZEBY I WYMAGANIA
… i tu jest problem. Od lat producenci przyzwyczaili nas do systemu „…ciesz się że w ogóle będziesz miał czym walczyć…” oraz „…ja chyba wiem lepiej jak to powinno wyglądać…” (oba cytaty są prawdziwe). Po latach podejście takie zaczęło zbierać ponure żniwo w świadomości odtwórców i zostało przekazane kolejnym pokoleniom…
O ile bowiem stosunek budżetu do jakości ma znaczenie – to elementarne podstawy odwzorowania historycznego powinny być fundamentem na którym bazują producenci. Przez wiele lat z uporem kultywowana ignorancja przemogła w końcu zdrowy rozsądek i dążenie do zachowania historyczności – która to dziś jest synonimem niepotrzebnej przesady w odtwórstwie, zwanej często potocznie „ultra, ultras, ultraśny” – w rzeczywistości określa się tym mianem elementy odtwórstwa które dane osoby próbują odtwarzać bezkompromisowo, w jak najpełniejszej zgodzie ze źródłami historycznymi…
Jednakże podejście takie jest dziś wybiórcze – podczas bowiem gdy potrafimy prowadzić obszerne dyskusje na temat pochodzenia czy źródeł dla obiektów mniej zgoła istotnych – jak choćby obszar występowania danej krajki, rodzaju szwu czy ściegu, rodzaju stopu broszy lub grubości oczek kolczug w 2 połowie XIIIw na Rusi – to w przypadku mieczy następuje milczące przyzwolenie na wszystko – totalna ignorancja wobec obszernych źródeł i badań. Brak odwołania do podstaw typologii, całkowity brak odniesienia do znalezisk oraz ich choćby zbliżonych form – które zastępuje się wielokrotnie wymyślonymi od nowa wzorami – np głowic czy jelców – „przechodzą” bez problemu… Skąd się to bierze? – Otóż wina nie całkiem leży po stronie producentów – jest i po stronie zamawiających w równym niemal stopniu. Przez lata utrzymywana ignorancja sprawia iż przestało być to istotne i godne uwagi.
W konsekwencji miecza nie traktujemy dziś z należnym broni szacunkiem – szacunek ten zaś, należny broni – winien być elementem rekonstrukcji historycznej – tak jak i wszystkie inne zwyczaje i ceremonie…
6a00d8341c464853ef019102fb2da8970c-800wiWystarczy wspomnieć choćby koronacje czy pasowanie rycerskie, których ważnym elementem jest Miecz. Nie bez powodu miecz obecny jest także w rękach królów na monetach, ilustracjach, pieczęciach…
Co do wymagań zaś – wynikają one dziś tylko i wyłącznie z obecnego przeznaczenia – walki turniejowej. Stąd błędne założenia iż miecz ma być:
– lekki (cecha uzyskiwana poprzez skrócenie głowni oraz wybranie zbrocza na całej szerokości głowni)
– szybki (połączenie małej wagi z wyważeniem blisko jelca – często absurdalnie blisko na 3-4cm)
– wytrzymały (nieszczerbienie się krawędzi – chcąc uzyskać tą cechę producenci robią krawędzie grube na 4-5mm)
Potrzeby odtwórców dotyczą też możliwości używania danego miecza przez okres kilku sezonów, co pozwala zaoszczędzić wydatków związanych z zakupem nowego oręża – oraz czasem oczekiwania – często bliżej nieokreślonym…
Trudnym kompromisem byłoby dziś uzyskanie miecza o historycznym wyglądzie i mogącego konkurować w szrankach z wyżej opisanymi sprzętami. Walka taka ma inne priorytety – nie chodzi o wyeliminowanie przeciwnika w sposób uniemożliwiający mu dalszą walkę – najszybciej jak się da – lecz o „punktowanie” go w celu uzyskania lepszego wyniku. Stąd – paradoksalnie – broń przestaje być bronią – a zastępowana jest wątpliwej jakości substytutem który ma na siłę udawać to czym nie jest. Pewnym kompromisem mogłoby być opracowanie specjalnych norm dla broni turniejowej, która wszak nie ma dziś służyć zabiciu czy okaleczeniu oponenta – lecz określonym regulaminem, sportowym celom. Takie regulacje mogłyby określić wygląd broni turniejowej – a przede wszystkim kwalifikować ją jako osobny dział w ofertach producentów – bez żadnych złudzeń że kupuje się „miecz średniowieczny” – tylko sprzęt turniejowy. Stoi to jednak w sprzeczności z przyjętą powszechnie definicją rekonstrukcji historycznej – gdyż oręż winien być odwzorowaniem oryginalnych znalezisk w takim samym stopniu jak ubiór czy sprzęt obozowy. Paradoks ten można by rozwiązać oddzielając od siebie rekonstrukcję i sportowe zawody. To jednak wymagałoby zmian w organizacji całego Ruchu Rycerskiego – i z naszej strony może być jedynie zdroworozsądkową sugestią…

A jak to jest z wytrzymałością? O obróbce cieplnej i porównaniu jej z oryginalnymi mieczami już pisałem. Wytrzymałość dziś powszechnie wymagana określić można następującymi cechami:
– nieluzowanie się jelca i głowicy
– nieszczerbienie się
Innymi słowy – wymagania absurdalne, w zasadzie mogące dotyczyć miecza którego nie używa się do walki, ponieważ tylko wówczas nie stanie się z nim to co wyżej opisane. Jednak wymagania takie postawione przez klientów sprawiły iż producenci – miast perswadować na podstawie wiedzy o prawdziwych mieczach – postawili sobie za punkt honoru i jakości aby im sprostać – za wszelką cenę. Mamy więc różne metody mocowania jelców i głowic w taki sposób aby zapobiec ich poluzowaniu, które mogłoby świadczyć o kiepskim wykonaniu – w tej materii środki nie mają znaczenia – czy to jest spaw, nit, klej czy śruba – nie jest to istotne. Trzeba zauważyć z goryczą iż zarówno w/w cechy jak i metody są niehistoryczne. Konstrukcja mieczy jest prosta a mocowanie elementów często nie eliminowało luzowania się. Co do nieszczerbienia się – jedyną metodą na to jest nie używanie miecza wcale. Proszę zrobić doświadczenie i uderzyć ostrzem miecza tępego na 4mm i ostrym mieczem – oba o tej samej twardości. Co najmniej jeden z nich się podda, w zależności od kąta uderzenia powierzchnia styku będzie większa w mieczu tępym więc uszkodzi się raczej miecz ostry. Jakkolwiek do uderzeń ostrze w ostrze pod kątem 90 stopni nie dochodziło często – to należy przyjąć iż ostra krawędź była jednak miejscem najbardziej narażonym na bezpośredni kontakt – zarówno z bronią przeciwnika, jego tarczą jak i elementami zbroi. Ślady na ostrzach widać w muzeach – o tym również powstał osobny tekst na tej stronie.
Skąd więc pomysł że ostrze nie powinno się szczerbić? Tego niestety nie wiem… Prawdopodobnie wynika to z używania w odtwórstwie wczesnym głowni wysoko zahartowanych o grubym kancie, który zbija się a nie wgniata – właśnie z uwagi na większą powierzchnię styku podczas uderzania. Owo złudzenie przekłada się niestety na ogólny pogląd iż miecze się nie szczerbiły… Prawa fizyki są jednak niezmienne – ostra krawędź jest dość delikatna z uwagi na małą objętość materiału na krawędzi tnącej – łatwo ją uszkodzić w zetknięciu z materiałami o podobnej twardości.
Stąd również specjalna dbałość o ostrze, której na próżno szukać dziś wśród odtwórców – czyszczenie głowni, szlifowanie, polerowanie, oliwienie, zabezpieczanie, wycieranie, przechowywanie w pochwie (zawsze) i dobywanie tylko na czas walki…

i-33WPŁYW NA SPOSÓB WALKI
Błędne odwzorowanie broni o tak charakterystycznych cechach, jakie posiadają miecze – powoduje wyrobienie błędnych nawyków a w rzeczywistości prowadzi do zmiany taktyki oraz upośledzenia nawyków które odbiegają od realizmu (który winien być priorytetem rekonstrukcji historycznej). Nie jest możliwe aby walczyć bronią ostrą bez uszczerbku na zdrowiu – i nie o to chodzi. Jednakże posługiwanie się mieczem wykonanym i wyważonym prawidłowo – narzuca zupełnie inną taktykę oraz techniki które wymagałyby podstaw wiedzy z zakresu dawnej szermierki. Obecnie walka przypomina często wymianę bezładnych cięć, machanie lekkim mieczem naprzemiennie góra-dół – jest typową taktyką stosowaną w nadziei na ominięcie tarczy lub oręża przeciwnika… Walka mieczem mało różni się od walki przy użyciu topora – którym walczyło się dawniej zupełnie inaczej niż mieczem. Dziś wygląda to bardzo podobnie – przy czym o ile topór ze swoim rozkładem masy  może być narzędziem groźnym – o tyle uderzenia (nie mylić z cięciami) mieczem współcześnie wykonanym z wyważeniem blisko jelca są praktycznie ledwo odczuwalne. Stąd też błędnie upowszechniony pogląd iż topory były niegdyś o wiele groźniejszą bronią. Topór jest bronią o innych cechach – inaczej się nim walczy i jest bardzo groźny i skuteczny – tak samo jak i dobry miecz, w rękach wprawnej osoby… Nie należy ich oceniać w kategoriach „co jest lepsze” – lecz co do czego służy i jak się nimi posługuje. Więcej o wyważeniu i porównaniu miecza i topora pisałem w poprzedniej części cyklu.

ZAKOŃCZENIE

Jako iż jest to ostatnia część tego cyklu – należy dodać iż wszystkie opisane przeze mnie sprawy wynikają z osobistych doświadczeń, wniosków z analizy źródłowej i dostępnej wiedzy a także z przesłanych przez Was uwag, dyskusji, testów oraz obserwacji – które prowadzone były od lat – zarówno z osobami związanymi z Ruchem Rycerskim jak i szkołami fechtunku dawnego, organizatorami turniejów oraz naukowo zajmującymi się problematyką średniowiecza. Starałem się w przystępny sposób zwrócić uwagę na błędy, które mogą w konsekwencji sprowadzać idee odtwórstwa na złą drogę lub je wypaczać – jednocześnie trzeba zauważyć iż trudno zachować obiektywizm w sytuacji gdy od wielu lat zakorzenione poglądy wymagają w dużej mierze zresetowania. Dlatego moje sugestie nt nowego podejścia, subtelnie wplatałem w treść artykułów. Otrzymałem wiele sygnałów iż w tej serii artykułów opisałem to o czym mówi się po cichu i wielu o tym wie – lecz niewiele można temu zaradzić – właśnie z powodu budżetu, podejścia producentów, etc… Mam jednak nadzieję na to że teraz jesteśmy choćby o krok bliżej zmian – bo choć sam temat mieczy w odtwórstwie jest być może tylko jednym z wielu – to może być wykładnikiem w szerszym kontekście – jakie bowiem będzie odtwórstwo historyczne – zależy tylko i wyłącznie od nas – od ludzi, którzy biorą w nim czynny udział.