Współczesne miecze – typowe błędy, cz. II

W odpowiedzi na spore zainteresowanie pierwszą częścią artykułu, postanowiłem napisać dalszy ciąg, poruszając kolejne sprawy związane z niehistorycznym wykonaniem / wyglądem współcześnie wyrabianych mieczy.

Wyważenie tuż przy jelcu
Współcześnie wiele osób uważa że iż im bliżej jelca znajduje się punkt wyważenia – tym lepszy miecz. Jest to założenie mylne, nieprawdziwe i wynikające tylko i wyłącznie z powodu uzyskania lekkości posługiwania się mieczem. Chodzi głównie o manewry nadgarstkiem – czyli sposób prowadzenia szermierki znany raczej z późniejszych epok (rapier, szpada). W walkach turniejowych stosuje się zatem miecze które posiadają cechy zapewniające wyważenie przy jelcu – krótkie i wąskie głownie, ciężka głowica (więcej w artykule Współczesne miecze turniejowe). Z historycznego punktu widzenia, miecze średniowieczne -szczególnie te przeznaczone do cięcia (VIII-XIVw.) były wyważone bardziej w przód i jest to nieprzypadkowa cecha. Wyważenie jest przeważnie równe długości rękojeści miecza razem z głowicą – a czasem nawet większe. Rzecz jasna każdy miecz miał nieco inne właściwości, które producenci winni poznać i stosować. Zdajemy sobie sprawę z łatwiejszego posługiwania się mieczem wyważonym przy jelcu (5-6cm) ale miecz miał uderzać mocno. Z czasem relacja ta uległa zmianie, lecz średniowieczny sposób walki miał prowadzić do natychmiastowej eliminacji przeciwnika na polu walki – a nie do prowadzenia z nim długiej wymiany zasłon i ciosów w obrębie metodycznego fechtunku. Wyważenie obecnie produkowanych mieczy stanowi efekt konfliktu z ich przeznaczeniem  – a przeznaczeniem mieczy w średniowieczu. Twórca miecza musi być świadomym tych relacji i różnic proponując również wykonanie miecza wyważonego w sposób zgodny z oryginalnymi mieczami -a nie tylko i wyłącznie w sposób turniejowy. Tak samoświadomy winien być kupujący – świadomy tego JAKI miecz chce mieć – wyważony na turnieje – czy jak w średniowieczu – bo jest to duża różnica.

Głownia miecza spod frezarki
To dosyć dziwny tytuł ale trudno inaczej nazwać takie wytwory. Można otrzymać miecz który nosi widoczne ślady frezarki czy tokarki, obróbki mechanicznej i producent nie pokusił się o ich zeszlifowanie ręczne czy nadanie prawidłowego kształtu. Pomoc urządzeń nie jest niczym złym w moim rozumieniu – można zaoszczędzić czas, zbierając mechanicznie naddatek materiału jeżeli miecze nie są kute – można zatem wyprodukować miecz taniej i szybciej. Jednak pozostawienie go wprost spod maszyny w niemal surowym, „technicznym” stanie – po prostu nie licuje z charakterem średniowiecza. Frezarka pozostawia charakterystyczny ślad pracy jak również ciężko wyprowadzić prawidłowe przekroje ostrza które ma zmienną strukturę na całej długości. Głownie robione frezarką są przeważnie płaskie w obrębie płazów, a zbrocza – których przekrój jest zmienny – wychodzą sztucznie pod względem wizualnym. Krawędzie zbrocza są po prostu zbyt idealne, rowek dokładny i gładki a krawędzie ostre na kant.
Całość ma charakter tworu maszynowego, co przy choćby odrobinie wrażliwości historycznej, ogromnie razi.

Głowica z tokarki
Tak jak wyżej, w przypadku głowni, tak samo niemal z głowicami które są toczone w taki sposób na jaki pozwala maszyna, otrzymujemy element sztucznie wyprofilowany. Bardzo często głowice takie robi się w postaci wycinka z walca oszlifowanego zgrubnie na krawędziach. Taka, toporna (choć znów idealna w kształcie) głowica jest ciężka – stąd „fajne” wyważenie miecza, tuż przy jelcu (kolejny absurd). Głowice typu I, J – mają szerszą podstawę (dół) patrząc z boku – jest to trudne do osiągnięcia na tokarce a jest częstym efektem nabicia głowicy na trzpień. Z tokarki otrzymujemy głowicę w ubogiej, syntetycznej formie, często z widocznymi okręgami – śladami noża. Taką głowicę łatwo rozpoznać – ma idealny kształt koła (oryginalne głowice są spłaszczone od góry i od dołu – również efekt nabijania na trzpień), głowica z tokarki ma idealną symetrię – ale brak jej niuansów ręcznie wyprowadzonych kształtów, które stanowią o charakterze miecza.
Takie głowice wyglądają jak część od maszyny – nie jak wyrób średniowiecznego rzemieślnika.

Nitowanie jelca do głowni
Ten pozorny absurd, który nie znajduje odzwierciedlenia w oryginałach jest czasem stosowany aby zapobiec luzowaniu się jelca. Przewierca się wówczas na wylot jelec nałożony na głownię, powstają dziury także w głowni, w które wkłada się nity/pręty, które po zaklinowaniu lub zaspawaniu są oszlifowane na gładko – i być może niejeden z Was posiada takie rozwiązanie w swoim mieczu nawet o tym nie wiedząc. Wszystko po to żeby móc dumnie powiedzieć – u mnie się jelce nie luzują! Tylko że w średniowieczu nikt tak nie robił – chociaż bez problemu mógł, z technicznego punktu widzenia. Intencją konstrukcji miecza było niegdyś to, żeby głownia była osobnym elementemtylko wówczas absorbuje we właściwy sposób uderzenia i rozkład naprężeń. Głownia nie może być do niczego na stałe przymocowana. W średniowieczu jelce luzowały się zapewne nagminnie i było to normalne. Naprawiano je, zakuwano, klinowano, a potem znowu się luzowały – co biorąc pod uwagę ich przeznaczenie było naturalne. Absorbowanie uderzenia na jelec nie uszkadzało głowni i dużo by o tym można pisać a wystarczyć powinien sam fakt że NIGDY nie znaleziono w ten sposób wykonanego średniowiecznego miecza (pomijam miecze z epoki brązu i żelaza, które mają zupełnie inną konstrukcję i wymagałyby osobnego omówienia). Niech więc jelec, który ulegnie nieco pod uderzeniem, nie będzie  wyznacznikiem słabej jakości wykonania. Jelec można zakuć na gorąco lub na zimno, można go zbić w klin w końcówce zbrocza, można nabić po prostu ciasno – te metody stosowano i widać je w oryginalnych mieczach. Nie ma tam jednak żadnego połączenia jelca z głownią.

O rękojeściach po raz drugi
W poprzedniej części pisałem już o „bylejakości” w ogólnym rozumieniu, chciałbym teraz zwrócić uwagę na typowe nieprawidłowe sposoby – tanie i zastępcze, stosowane obecnie – niestety wpływające mniej na cenę a najbardziej na historyczność:
– owijanie sznurka z klejem na goły trzpień do uzyskania pożądanej grubości, czasem z wierzchu owinięcie dodatkowo płótnem czarnym, taśmą izolacyjną (!) lub po prostu pomalowanie całości sznurka na czarno…
– zawinięcie trzpienia paskiem skóry lub skaju (!) dookoła na tzw nakładkę (pasek szer. ok. 1cm nawija się tak żeby jeden krąg nachodził na poprzedni)
– jak wyżej ale nie na nakładkę, tylko pasek kładzie się z pozostawieniem cienkiego rowka, w który nawija się drucik, spleciony w warkocz (wiele zachodu – efekt słaby i zupełnie niehistoryczny…)
Ktoś powie – te rozwiązania jednak sprawdzają się w praktyce, są trwałe, tanie, można szybko wymienić, etc.
Jeśli będziemy myśleć w ten sposób, to możemy zastąpić na turniejach hełmy – niewygodne i drogie – kaskami policyjnymi. Kosztują mniej od np „psiego pyska”, są lekkie, wygodniejsze i doskonale by się sprawdziły.
Jest tylko mały problem – w średniowieczu takich nie było…
Zostawmy jednak ironię – najlepsze rozwiązania stosowne dla mieczy z epoki to te które wypracowali sobie rzemieślnicy w średniowieczu – to także jest rozdział zamknięty.

Fantazja producentów
Wyobraźnia to bardzo cenna cecha – pożądana u artystów i twórców. Są jednak pewne dziedziny twórczości gdzie fantazjowanie nie jest wskazane a wręcz świadczyć może o zupełnym braku kompetencji. Dziedziną taką jest z pewnością wyrób średniowiecznych militariów – których to wygląd, wymiary oraz kształty są znane i stanowią skończony epizod, obszar stylistycznie zamknięty i ograniczony. Nie przeszkadza to widać jednak w wymyślaniu typów mieczy których nigdy nie zobaczycie w muzeach – jeśli kształt głowicy określa maszyna a nie projekt historyczny – to powstają nowe typy głowic o których się Oakeshott`owi czy Petersenowi nawet nie śniło – efekt użycia tokarki, przez co wyglądają jak gałki do biegów czy klamki… To samo tyczy się wcześniej już omówionych jelców i głowni. Ogólnie – chciałbym tylko zwrócić uwagę na to iż miecz musi być wykonany w typie i charakterze epoki i regionu, każdy jego element musi być klasyfikowalny z historycznego i typologicznego punktu widzenia i korespondować kształtem i wymiarami z wzorami z epoki. Takich mieczy wymagajmy i sami uczmy krnąbrnych wytwórców, że wyroby mieczo-podobne, które chcą nam sprzedać za niemałe pieniądze – to ich wesoła twórczość – a my potrzebujemy miecza średniowiecznego…

Opracowanie Maciej Kopciuch

C.D.N.