Współczesne repliki mieczy – typowe błędy

czyli na co zwracać uwagę przy zakupie/zamówieniu miecza.

1) Syndrom „Szczerbca” czyli poszerzane i zagięte w dół jelce.
Pokutuje u nas widać wciąż reprezentacyjność owego pięknego miecza i jego obecność choćby w ręku warszawskiej Nike, czy w publikacjach, na sztandarach, orderach, etc.

Szczerbiec i jedna ze współczesnych, błędnie wykonanych wersji jelca

Twórcy mieczy postanowili uczynić błędnie ze Szczerbca wzór w produkcji swoich wyrobów, zapominając że jelec tego typu jest bądź co bądź rzadkością wśród średniowiecznych egzemplarzy. Właśnie dlatego posiada on wyjątkowy charakter, na poszerzanym jelcu powstaje pole do stworzenia graweru, dekorów i umieszczenia symboli religijnych co na jelcu prostym i cienkim – czyli najczęstszym w średniowiecznej Europie – byłoby trudne i niewidoczne z daleka.
Cała rękojeść Szczerbca zdaje się być już od początku zaprojektowana aby spełniać określone funkcje dekoracyjne i symboliczne a nie bojowe. Wielka szkoda że ignorując wszelkie wnioski naukowe oraz wizytacje w muzeach współcześni twórcy mieczy najczęściej wybierają właśnie ten wzór jelca, tak mało powszechny, sugerując kupującym ten typ jako swego rodzaju standard średniowieczny. W wielu przypadkach sami tworzą nawet różne jego mutacje, widocznie sądząc iż są powołani do ulepszania stylistyki mieczy z epoki. Reasumując: wzór takiego poszerzanego zagiętego w dół jelca jest bardzo rzadko spotykany w egzemplarzach muzealnych, ciężko zaliczyć go do jakiegoś konkretnego wzorca typologii mieczowych i jego wybór świadczyć może o braku kompetencji zarówno kowala jak i kupującego.

2) Zbrocza zakończone przed jelcem.
Ten fatalny błąd – tak częsty że staje się także swego rodzaju standardem – jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Wszystkie dostępne niemal publikacje, zbiory, opisy, ikonografia, rzeźba, opracowania naukowe, etc – wskazują jednoznacznie iż zbrocze wchodzi pod jelec, a czasami daleko na trzpień, i ma to uzasadnienie konstrukcyjne. Poza tym taki przekrój głowni usztywnia ją oraz wzmacnia na całej długości (w końcu zbrocze to przecież podwójna ość). Zakańczanie zbrocza jeszcze na głowni kilka centymetrów przed jelcem jest dość popularną zmianą, wprowadzoną w późniejszym okresie w mieczach katowskich.

Przykład źle wykonanego zbrocza.

Obecnie niemal każdy producent/kowal wprowadza tę zmianę do swych głowni, co oczywiście dyskwalifikuje miecz pod względem historycznego wyglądu. Często kowale w tym dziwnym płaskim miejscu pomiędzy zakończonym zbroczem a jelcem, umieszczają swoje punce i znaki przeróżne. Pozostaje jednak zagadką powód z jakiego zrezygnowali – na przekór mieczom muzealnym – z prawidłowej konstrukcji. Przypuszczam iż może być to spowodowane mechanicznymi procesami obróbki stali i w jakiś sposób jest to ułatwianiem sobie drogi. Oczywiście odbywa się to dość dużym kosztem zupełnego braku poszanowania dla historycznej prawdy. Wystarczy przejść się po muzeach, przeanalizować albumy, opracowania naukowe, typologie – zobaczymy wówczas że na 100 dowolnych mieczy może jeden lub dwa posiada zbrocze zakończone jeszcze na głowni i wówczas jeśli nie jest to miecz katowski to jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Regułę, którą zatem było i być musi ciągnięcie zbrocza na trzpień także w celu zaklinowania jelca na głowni. Dobrzy kowale o tym wiedzą.

3) Zbyt wąska głownia wczesnych mieczy.
Jest to kolejna zmora twórców mieczy i także nie mająca uzasadnienia w żadnych opracowaniach i badaniach oryginalnych egzemplarzy muzealnych. E.Oakeshott – badacz i miłośnik mieczy średniowiecznych – zwracał szczególną uwagę na wygląd głowni mieczowych, na którym to oparł swoją typologię, powszechnie akceptowaną i stosowaną. Miecze na przestrzeni wieków ewoluowały w wyglądzie w związku z rozwojem uzbrojenia ochronnego oraz różnym zapotrzebowaniem w danym rejonie. Zmieniały się więc proporcje, szerokości, stosunek długości zbrocza do długości i szerokości głowni, itd. Opierając się na tych badaniach oraz na zwymiarowanych dokładnie egzemplarzach muzealnych, można łatwo ustalić pewne stylistykę mieczy typowych dla danej epoki oraz rejonu. Jednakże widać ta droga okazuje się zbyt zawiła i trudna dla wielu współczesnych producentów – ich miecze mają głownie szerokie przeważnie na ok. 40 a max. 45mm – bez względu na typ i okres…
Szerokość ostrza przy jelcu jest ważna z kilku powodów – wpływa na wyważenie miecza, wzmacnia i usztywnia zastawę miecza, wpływa na manewrowanie, stanowi także ważny aspekt proporcji i typu. Wiadomo np że miecze wczesnośredniowieczne posiadały szersze głownie niż późniejsze i wymiar ten był przeważnie powyżej 50mm przy jelcu. Niektóre z mieczy tych typów miały nawet szerokość sięgającą ponad 60mm – oczywiście potem nieco zwężając się. Generalnie rzecz biorąc, gdyby pokusić się np o uśrednienie tego wymiaru dla różnych typów i okresów zauważylibyśmy że dopiero sporo później głownia staje się węższa i bardziej przystosowuje się do kłucia (dzieje się tak mniej-więcej od ok. 1300r. o czym świadczą znaleziska oraz przedstawienia z epoki). Dziwi znów fakt pomijania oraz ignorowania przez współczesnych twórców mieczy pewnych oczywistych

Miecze wikingów z X w.

danych. Nie może być miecz „wikiński” w typie np X z szerokością ostrza 40mm, z tej prostej przyczyny że takich mieczy po prostu nie było (a jeśli ktoś taki egzemplarz zna to można go zaliczyć do ciekawych odosobnionych przypadków albo po prostu ostrze zostało skorodowane w najcieńszych miejscach przy krawędziach). Miecze te jak wiadomo mają zazwyczaj od 50 do ok. 60mm szerokości przy jelcu i nieznacznie zwężają się do sztychu o ok. 10-20%. Niektóre stare egzemplarze posiadają przewężenia wynikające także z częstego ostrzenia i naprawiania wyszczerbionej krawędzi – widać wówczas charakterystyczne łukowate zwężenie – podobny efekt widać na starych, wysłużonych nożach – również kuchennych. Ostrzenie ściera materiał i z czasem ostrze staje się minimalnie węższe. Można to łatwo rozpoznać.

Współczesny wyrób – miecz „wikiński” o zbyt wąskiej głowni.

Popularne bardzo na naszych terenach nieco późniejsze typy XIIa, XIIIa mają wciąż zazwyczaj szerokości w okolicach 50mm a nader często (jak wskazuje spis p. M.Głoska) jest to 54-57mm (także dla mieczy długich w typie XVIa). Dlaczego więc takich głowni nie produkują kowale a jedynie na tzw „specjalne zamówienie”?? Problem leży zapewne w obróbce materiału, trudności w wyprowadzeniu geometrii takiego ostrza oraz po prostu w braku determinacji do uzupełnienia praktyki wiedzą. Jest to też konsekwencją robienia głowni z gotowych płaskowników o określonej szerokości początkowej a także chęcią zmniejszenia wagi miecza. W efekcie użytkownik dostaje wyrób naprawdę mało przypominający miecz z epoki i – o ile się zna na rzeczy – wyrobu takiego nie powinien zaakceptować.

4) „Bylejakie” rękojeści.
Nie jestem pewny czy metoda robienia rękojeści na zasadzie „byle coś tam było” ma jakikolwiek sens. Przecież jest to bardzo ważna sprawa a poza tym dokładnie wiadomo w jaki sposób średniowieczni rzemieślnicy oprawiali rękojeści mieczowe.

Przykłady współcześnie robionych rękojeści i skutki ich używania.

Wiadomo, ponieważ zachowało się wiele egzemplarzy z niemal kompletnymi oprawami rękojeści. Widać i w tym przypadku jak komercja wraz z ignorancją wespół wygrywają z rzetelnym rzemiosłem i historyczną zgodnością. Widzimy na współczesnych mieczach przeróżne naprędce owijane wprost na goły trzpień sznurki, rzemyki, itp. Owszem, znanych jest co najmniej kilkanaście metod oprawy rękojeści mieczy średniowiecznych i w/w metody także można sporadycznie spotkać. Trzeba jednakże wspomnieć iż w epoce mieczy priorytetem była trwałość i funkcjonalność a rękojeści robiło się mając świadomość ich roli w walce na śmierć i życie. Wykonanie takie było więc bardzo staranne. Świętej pamięci Andrzej Nadolski – znany i ceniony badacz broni białej – poświęcając kilka zdań na temat rękojeści mieczowych pisał iż dość łatwo dawały się one rozbierać w celu naprawy czy wymiany części lub także (jak można przypuszczać) zmiany rodzaju oprawy. Mam nadzieję że współcześni wykonawcy tę oraz inne cenne uwagi badaczy uzbrojenia wezmą sobie do serca i zaczną tworzyć rękojeści w sposób choćby zbliżony do metod średniowiecznych rzemieślników.

Zachowane rękojeści mieczy – kolejność wg wieku.

Budując rękojeść należałoby prześledzić jej wygląd oraz budowę charakterystyczne dla danej epoki/regionu. Rękojeść powinna być wykonana w sposób pozwalający na pewny i wygodny uchwyt miecza. Wiele rękojeści posiada wypukłości, pierścienie, guzy czy karby – tak charakterystyczne i widoczne na obrazach oraz w muzeach. Rękojeści są także profilowane na różne sposoby, owalne, spłaszczone po bokach, z przewężeniami i brzuchami. Jest to sztuka skomplikowana i użyteczna. Nie może wystarczyć zatem obwiązanie trzpienia byle jak kawałkiem starego sznurka czy paska…

5) Za długie rękojeści w mieczach długich.
To niestety się także zdarza i powody wydłużania trzpienia pozostają dość tajemnicze. Słyszałem że niektórzy kowale obecnie robią długie rękojeści (30-35cm! dla miecza długiego na 120-130cm – chodzi o miejsce do trzymania, bez głowicy) aby lepiej – szerzej – móc chwycić i manewrować mieczem… Powód ten nie ma uzasadnienia nie tylko w praktyce ale i nie ma odpowiedników w mieczach muzealnych. Rzadko zdarzają się pewne wydłużenia rękojeści, zapewne dostosowane do indywidualnych predyspozycji i upodobań właścicieli – ale jak mówię jest to raczej rzadko. Długie rękojeści są za to typowe dla mieczy dwuręcznych, których długość wynosi powyżej ok. 145cm. Istotna wydaje się tu proporcja. Nie można bowiem stosować długości rękojeści z miecza dwuręcznego do miecza długiego (zwanego dziś często nieprawidłowo „półtoraręcznym”) którego długość waha się pomiędzy ok. 110-120 a czasem 130cm. Proporcja pomiędzy długością poszczególnych elementów miecza pozwala nam także zazwyczaj oszacować jego pochodzenie oraz wiek. Najlepiej byłoby przyswoić sobie wygląd i proporcje prawdziwych mieczy a nie starać się we własnym zakresie wymyślać coś co już zostało określone i sprawdzone wieki temu – ten apel skierować trzeba zarówno do twórców jak i ich klientów – wymagajcie mieczy o historycznym wyglądzie. Inaczej niektórzy kowale będą je dalej robić po swojemu i wmawiać „historyczny wygląd”.
Musimy ustalić jedno: wygląd mieczy średniowiecznych to rozdział zamknięty. Nie ma tu miejsca na fantazjowanie.

6) Zbyt duża waga mieczy.
Ulegając – mniej lub bardziej – sugestywnej wizji Sienkiewiczowskiego Zerwikaptura, niektórzy producenci mieczy postanowili utrudnić nam użytkowanie mieczy, dodając im wagi.
Oczywiście słyszę nieraz tłumaczenia w stylu: „bo to się bierze stąd że głownia musi być tępa do walk pokazowych i jak jest kant 3mm to i cała głownia zrobi się gruba i ciężka.”
Co za tym idzie niektórzy aby zniwelować tą wagę robią głownie wąskie, co deformuje kształt miecza (zaczyna on przypominać rapier). Sztuka polega na tym aby miecz był lekki ale miał głownię kształtną – a jeśli to miecz do ćwiczeń fechtunku powinien też wyglądać jak miecz treningowy a nie udawać prawdziwy. Miecze do walk pokazowych czy turniejowych zatem winny posiadać kształt zgodny z ich odpowiednikami z epoki, mieć tępe krawędzie, ale może być żłobione na całej długości aby „wybrać” naddatek materiału (stali). Takie miecze będą posiadać głębokie zbrocza a wszystkie płaszczyzny ostrza będą wklęsłe (niektórzy producenci zresztą tak robią). Zabiegi te mają na celu po prostu „odchudzenie” głowni aby miecz miał właściwą wagę przy zachowaniu proporcji.
Znamy dokładnie wagę prawdziwych, bojowych mieczy o zaostrzonych głowniach.
Z początku nieco cięższe (ok. 1000-1800gr dla mieczy jednoręcznych wczesnych – choć znamy miecze wikińskie o bardzo małej wadze i trudno tu generalizować) stopniowo stawały się one lżejsze aby umożliwić skuteczniejsze manewrowanie (ok. 900-1300gr dla mieczy jednoręcznych oraz ok. 1100-1800gr dla mieczy długich XII-XIVw.). Oczywiście są egzemplarze lżejsze i cięższe od wymienionych – ale jak wiadomo każdy w zasadzie miecz miał inne nieco cechy, co zresztą zawsze utrudniało ich klasyfikację. Generalnie dążono do zmniejszania wagi miecza co ułatwiało manewrowanie a to z kolei pozwalało na szybkie i celne zadawanie cięć oraz pchnięć.
Jeśli widzicie w opisie miecza wagę ponad 2kg – to miecz nie będzie nadawał się ani do walki ani treningu. Nie bądźmy też naiwni sądząc że to nasze ręce są za słabe – po prostu waga mieczy musi mieścić się w pewnych granicach, które są znane i sprawdzone.

7) Zbyt elastyczne głownie.
Zdziwiłby się nie jeden rycerz średniowiecza chcąc przełamać miecz wykonany w XXI wieku. Właściwie to nie wiadomo skąd wzięło się przekonanie że głownia musi być super-elastyczna – wiadomo że hartowanie zapobiega trwałemu odkształcaniu i powoduje lekkie „sprężynowanie” stali – ale dlaczego doprowadzono tą cechę do takiej karykatury? Obecnie tzw przez niektórych „dobre miecze” mają głownie które można odgiąć o 90% i wracają one jak sprężyna do linii prostej – tylko po co? Jak takim mieczem parować uderzenia, jeśli robimy to płazem? Co się będzie działo jak krzywo w coś uderzymy? Lepiej nie wiedzieć… W każdym razie zaskoczę może niektórych producentów ponieważ znamy poziom zahartowania głowni oryginalnych mieczowych oraz ich zachowanie podczas wyginania. Poziom ten był zróżnicowany z uwagi na brak instrumentów pomiarowych w średniowieczu. Można jednak określić pewne typowe cechy w tym zakresie – jest to raczej apel do wykonawców których to zachęcam do pogłębienia wiedzy w tym zakresie. Co wiedzieć powinien użytkownik: otóż to źle jeśli miecz wygina się jak liść. Miecz – jego głownia – powinna pozostawać w miarę sztywna a hartowanie ma zapobiegać pękaniu i wyszczerbianiu ostrza – i w tym kierunku powinny zmierzać próby i testy. Jeśli wygniesz dobry średniowieczny miecz o 90% – to się złamie, bo wyginanie go tak mocno jest dlań nienaturalne i niezgodne z przeznaczeniem. Poza tym świadczyć może o zbyt cienkiej głowni a to również nie odpowiada oryginałom.
Głownia typowego miecza jednoręcznego winna mieć grubość w zastawie od ok. 4-6mm (najgrubsze miejsce przekroju głowni ze zbroczem) i 2-3mm w sztychu – do 1mm przy czubku. Nieco inaczej w głowniach z ością – w miejscu ości mają nieraz i 8mm. Mniejsze wartości będą drastycznie obniżać wartość bojową miecza i wpływać na jego zbytnią elastyczność. 3mm przy jelcu spowoduje wyginanie się głowni i zmniejszenie kontroli nad mieczem – w dobrym mieczu mamy cały czas możliwość precyzyjnie kontrolować koniec sztychu, nie może on balansować jak wspomniany liść…
Testując elastyczność głowni odchylajmy ją nie więcej jak na odległość dłoni od linii centralnej.
Jest rzeczą trudną aby znaleźć złoty środek – kompromis pomiędzy wagą i wymiarami. Stal ma być twarda na tyle aby się nie szczerbić ale i miękka na tyle aby nie pękać i nie łamać się. W dawnych czasach stosowano różne rodzaje stali – miększe i twardsze, skuwane razem. Miększa stal w środku a z wierzchu twardsza, odporniejsza na uderzenia i dająca się trwale naostrzyć. Później częściej spotykamy głownie kute z jednego gatunku stali. Zainteresowanych tematem kieruję do specjalistycznej lektury.

8) Za wąskie zbrocza.
Gdy zaczyna się rozumieć strukturę, budowę miecza, technologię wykonania i

Za wąskie, wykonane maszynowo zbrocze, zastosowane w typie miecza XVIa.

przeznaczenie – wówczas wszystkie szczegóły stają się oczywiste i naturalne. Gdy zaś robi się „niby miecze” aby troszkę zarobić na ślusarstwie, to wówczas wszystkie te detale wydają się dziwne i niejeden „twórca” szuka desperacko wszelkich ułatwień, co odbija się na efektach pracy. Powstają wtedy za wąskie zbrocza które de facto zbroczem nie są, lecz jego imitacją, nie mającą znaczenia konstrukcyjnego. Gdy rozumie się co to jest zbrocze – to wykona się je prawidłowo. Gdy się nie ma o tym pojęcia – to będzie ono wąskim rowkiem (nie mylić ze strudziną) i skończy się jeszcze przed jelcem bardziej szpecąc miecz niźli podkreślając charakter i usprawniając konstrukcję…

Polecam przyjrzeć się mieczom z epoki – tam przecież wszystko widać…

Na koniec małe podsumowanie – każdy miecz był inny. Próżno by szukać w muzeach dwóch identycznych mieczy, co zawsze utrudniało klasyfikację i datowanie nam – przyzwyczajonym do masowej, seryjnej produkcji, fabryk, broni regulaminowych, etc… Wskazując błędy historyczne nie miałem zamiaru nikogo urazić – szanuję bardzo pracę innych wytwórców. Nie powinno mieć to jednak wpływu na obiektywną ocenę dostępnych na rynku mieczy, do której każdy z nas ma prawo. Artykuł służy temu aby tej oceny być świadomym i mieć odniesienie do historii oraz aby wymagać kompetencji od producentów.

Przejdź do drugiej części artykułu.

Dodaj komentarz